Zyczenia

 

Potem opowiemy, gdzie bylismy, jak nas nie bylo… A tymczasem, skoro Gwiazda Betlejemska juz zaswiecila, zyczymy wszystkim, aby znalezli spokoj, radosc i cieplo w te piekne dni przy wigilijnym i swiatecznym stole, swiecacej choince i dzwiekach koled.


Ciemno, zimno…

… wiec uskuteczniamy z mala A. robotki reczne. Oczywiscie nic nie pobije malowania, ku mej starannie skrywanej niecheci… Czasem uda sie i panienka zadowoli sie “big kaku” czyli mazakami. A czasem nie, co konczy sie zakrywaniem jak najwiekszej powierzchni pokoju i dziecka, co by sie uchronic przed balaganem. Kilka dni temu Tutka tworzyla:

A dzisiaj pobawilysmy sie plastelina. Przy okazji Alexia nauczyla sie nowego slowa: “pastelina” :) ))

To rezultaty (mama troche pomogla):

Moj zasliniony zolwik i najpiekniejsza

Kocham najbardziej na swiecie!

Zagadka

Prosze zgadnac z jakiej bajki jest cytat, ktory ostanio kroluje w naszym domu:

“I am Princess … (u nas: Alexia). You must BOW when you talk to me!”

[Jestem ksiezniczka... Musisz sie klaniac, gdy do mnie mowisz!]

Hmmm… No to sie klaniamy.

Dzis Zaduszki

Nie bylam na cmentarzu, ale myslami jestem z moimi zmarlymi bliskimi…

Halloween

W przyszlym roku juz sie chyba trzeba bedzie wybrac na halloweenowy spacerek. Poki co, mala A. chowala sie w poplochu przed przebierancami, a Suzinka, jak to ona… spala :)

A gdzies tak pomiedzy, po cichu i na uboczu… Suzi fikala jak najeta na kocyku, przewrocila sie na plecki kilka razy pod rzad. Pamietam, z jakimi fanfarami oglaszalismy takie wydarzenie przy malej A., a tu – wlasnie – cichcem, chylkiem…

W brzuszku

Ja: ‘Aleksia, a tam u mamy w brzuszku to jest chlopczyk czy dziewczynka?’
Mala A.: ‘No czinka-czinka, chopsztik!’

No, ale my wiemy lepiej. A imienia nadal brak…

Mala A. mowi 4 czyli trzy magiczne slowka

‘Thank you’
Jak to duzy A. stwiedzil, malutka mowi to ‘po polsku’ – co brzmi mniej wiecej tak: ‘Thankck ju’. Slodkie, nie? A mowi dosc czesto i czasem nawet bez przypominania. Rodzicom, bo obcym dziekowac jakos sie nie kwapi…

‘Please’
To slowko pada po glebokim namysle i na wyrazne zyczenie rodzicielki. Tak, -ki, bo taty mala A. nie musi o nic prosic, ten jest kazde skinienie…

‘Sorry’
Z tym slowkiem jest najciezej, owszem mala A. ma stosowne maniery, wiec jezeli przez przypadek kogos (z nas) nadepnie czy popchnie, mowi ‘solly’, ale jak przychodz do przepraszania za zle zachowanie czy inne wybryki, to zamiast niego daje sie zazwyczaj slyszec donosny ryk, czasem wzbogacony o rzucanie sie na podloge. Ale pracujemy nad tym.

Do gory nogami

Dzis sie troszke zalamalam. Wizyta u poloznej – 34 tydzien. Dzidzia odwrocila sie glowka do gory :( Polozna pocieszala mnie jak mogla, ale coz ona moze poradzic, ze juz mam przed oczami upiorne wizje: odwracania dzidzi, porodu posladkowego, epiduralu i cesarskiego ciecia… A ja tylko chce normalnie urodzic dziecko!! No, w basenie, wiec prawie normalnie!

Dzidzia!!! Prosze natychmiast posluchac mamusi i odwrocic sie do gory nogami!!!

Uzytecznosc malej A.

Okazuje sie, ze takie malutke stworzonko jak nasza mala A. moze sie bardzo przydac w zyciu codziennym. Czesto do sprzatania wlasnorecznie zrobionego balaganu, ale nie tylko. A co do sprzatania to chwala paniom w przedszkolu za wpojenie dziecieciu elementarnych odruchow, wielce to doceniam!

Przyklad uzytecznosci z zeszlego tygodnia:
Duzy A. schodzi z zatroskana mina:
- “Widzialas gdzies moja karte z banku A.?”
- “Nie, a co, zginela?”
- “No, mala A. bawila sie moim portfelem i nie moge jej teraz nigdzie znalezc…”
Gdybym to ja nie mogla znalezc karty, juz w panice dzwonilabym do banku, by ja zablokowac, przekonana, ze posialam ja gdzies, nie wiadomo gdzie… Ale ze to duzy A. (co prawda do spolki z mala), to zachowalam spokoj. Dam mu kilka dni, pomyslalam. Po okolo tygodniu pytam:
- “I jak tam, znalazles karte?”
- ” Eeee, taaak, mala A. bawila sie znow portfelem, wiec pewnie wyciagnela ja z miejsca, gdzie dala ja przedtem i schowala tam, gdzie powinna byc…”.
No prosze, jaka uzyteczna…

Przyklad z dzis:
Podczas jednej z nocnych pobudek (tu wina spoczywa po rowno na malej A. i Dzidzi w Brzuszku) przypominam sobie czytany wczesniej artykul o szkodliwosci komorek i ich rakotworczych wlasciwosciach. No dobra, wyciagam telefon spod poduszki i odkladam na naroznik lozka – duzo powyzej mojego zasiegu wzroku.
Rano, juz w towarzystwie malej A., chcac sie jak najszybciej ewakuowac, by nie zaklocac snu duzego A. szukam w panice telefonu w stalym miejscu – pod poduszka, potem pod lozkiem, potem w koszyku z pieluchami.  Wsiakl… Mala A. obserwuje mnie tylko, aby po chwili wstac na nozki i z wyzszoscia wskazac mi narozny slupek lozka z jednym tylko slowem: “Tu”.

Przydaje sie? Przydaje sie!

Następna strona »



Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.