Archive for the 'Fotki' Category



Portrety

I pare fotek malej A… Niestety nie jest wdzieczna modelka. Jezeli juz nie biegnie w strone aparatu z wyciagnieta reka („daj mi”), to przyjmuje mine cockera spaniela z polprzymknietymi oczami, przez co wyglada na zdjeciach dosc ponuro. Uchwycic usmiech to naprawde szczescie, wiec dziele sie tym szczesciem z Wami…

Dzien 6. Maly czlowiek i morze

 

Dzien 4. Rutyna

No, wreszcie malutka sie zadomowila. Juz nie kwiczy i nie odwraca sie ze wstretem, gdy ktos probuje jej dotknac luz ja zawolac. Nawet powoli pozwala brac sie na raczki, o czym w pierwszych dniach nie bylo mowy. Jako ostani zaszczytu tego dostapil jej dziadek, pewnie dlatego, ze w przeciwienstwie do innych wykazal sie duza doza cierpliwosci i nie stosowal prawa sily.

A czy pisalam juz o tym, ze Tutusia ma swoj orszak, ktory towarzyszy jej wszedzie i w kazdych okolicznosciach? W kapieli, przy jedzeniu, zmianie pieluchy czy nawet podczas odpoczynku? Doszlo do tego, ze chcac miec odrobine prywatnosci bez wscibskich, choc uroczych dziewczynek, zamykam sie w naszej sypialni z Tutkiem na klucz. Nie raz juz malutka prawie zasypiala, gdy byla wyrwana do snu natretnym szarpaniem klamki… Ale kuzynki to bardzo dobra rzecz, dlatego z radoscia patrze, jak po poczatkowych fochach i braku zainteresowania coraz bardziej lapia kontakt, bawia sie i ciesza swoim towarzystwem.

Rowniez ustalil sie tak mniej wiecej plan dnia. Tutek spi bardziej regularnie niz w domu, pewnie z powodu upalow. Drzemka 2 razy dziennie (i to konkretna – min. godzna, max.2 i pol godzinki – ach, jak bym chciala, zeby tez tak bylo w domu). Plus pozniejsze nocne spanie – ok. 22:30 i pobudka – z zegarkiem w reku o 9:00. Dobre dziecko, dobre… Gorzej z jedzeniem, malutka gardzi tak bardzo lubianym dotad Weetabixem, je co sie nawinie, ale w ilosciach niewielkich. I tu wine zrzucam na temperature, bo niewiele pijaca dziecina nagle zaczela oprozniac kubek za kubkiem. Najwazniejsze, ze aklimatyzacja przebiegla dosc szybko i sprawnie :)

Anegdotka swiezo sprzed naszego przyjazdu: dziadek Tutka caluje Gise, „moja ukochana wnuczka” mowi… Na to Gisa pedzi po zdjecie malutkiej – „Dziadku, pocaluj tez Alexie!”

Dzien 2. Slowko na dzis.

Slowko na dzis – qarape.

Jak mozna sie spodziewac, w goracych krajach na podlogach nie ma paneli. Tym bardziej nie ma wykladzin. Sa za to przyjemnie chlodzace kafle. To prawdziwa ulga podczas upalnego lata. Za to zima zakrywane sa dywanami. No i wtedy wszyscy nosza wyzej wspomniane qarape czyli…?

Jak by nie bylo, mamy pelnie lata, co jednak nie przeszkadza babci Tutusia notorycznie nalegac na nalozenie na male kopytka skarpetek. I tak sobie chodzi, chodzi, chodzi bez wytchnienia upocona malutka, odziana jedynie w pampersa i… qarape. Widok komiczny.

Babcia bradzo pilnuje, zeby wnuczka nie zmarzla. Do tego stopnia, ze kiedy kolejny raz sprawdzila w naszej sypialni stopien okrycia spiacego Tutka, ja, sterroryzowana, polozylam dziecine do wieczornego spania w bodziaku, i nakrylam przescieradlem. Za chwile, jakze by inaczej – babcia sprawdza. I mowi, zeby malutka odkryc, bo jest cala spocona… A tak sie staralam…

To tak zartem. Wszystkie babcie kochane sa :)

Dzien 1. Podroz

Wakacje uroczyscie uznalemy za rozpoczete… Rano opuszczamy dom podekscytowani oczekujacymi nas luksusami oraz uzbrojeni w wiare, ze droga do nich nie bedzie droga przez meke.

Podroz przypomina mi nieco te, jaka odbywal codziennie rano Jacek w „Zmiennikach”. On: rower, autobus, pociag, tramwaj – po to, by caly dzien jezdzic taksowka po Warszawie. Zaczynal ja ok. 4 rano, by byc na miejscu o 7. My: auto, autobus, samolot, auto. W tym pieciogodzinny przystanek na wiedenskim lotnisku. I tak podroz rozpoczeta o 8:30 w Leicester konczy sie o 1:oo w przyjemnie chlodnej Tiranie.

Trzeba przyznac, ze tym razem malutka zachowywala sie bez zarzutu, nie liczac kilku malych wpadek – jak np. ostatnie 10 minut drogi do parkingu przy lotnisku w Anglii, kiedy w akcie rozpaczy (mojej) zostala wyciagnieta z fotelika samochodowego i zajela sie raczka do otwierania okna, siedzac na podlodze za siedzeniem kierowcy. Nieco krzykow i placzu dalo sie slyszec rowniez podczas postoju w Wiedniu, ale za to cala odpowiedzialnosc powinni wziac rodzice, ktorzy nie zostali wyposazeni w akumulatorki zdolne dorownac Tutkowi, i po prostu fizycznie nie dali rady dotrzymac jej kroku w nowym ukochanym zajeciu: chodzeniu, chodzeniu, chodzeniu…

W kazdym razie – jestesmy!

A dzis opisowo…

Co umie dziecina:

Tutus umie raczkowac. Wszelcy krewni i znajomi krolika przepowiadali, ze ten etap pominie, od razu przeskakujac do chodzenia, nawet babcia Sose mowila przez internet do wnusi: „Na Twoj 9 miesiac chce Cie widziec jak chodzisz”. Ale nie. Miesiac 10 ukonczony, a malutka wzbogacila swoj reportuar o raczkowanie. Wprawdzie w momentach ekscytacji czy wiekszego pospiechu wraca do starej i sprawdzonej metody czolgania, ale i tak to sama radosc patrzec na nia, jak piszczac i kwiczac przebiera szybciutko nozkami i raczkami. Chodzenie tez jest, przy lawie, przy kominku, przy szafkach kuchennych czy lodowce, czyli przy czym sie da. Ale z podporka :)

Tutusia umie bic brawo. Najczesciej bije to brawo sobie, zachecona przez nas, gdy inni usiluja ja namowic na klaskanie wolajac np. „Clap your hands”, dziecina stoi nieruchomo jak zakleta, „Klaszczemy” tez nie dziala, ale gdy zawolamy „Brawo brawo Alexia” od strony malutkiej sypia sie gromkie owacje. Przynajmniej wie, kto najbradziej godny tych zaszczytow.

Tutek umie robic „pa pa”. Na prosbe tatusia przerzucilismy sie na zagraniczne, ale i bardziej uniwersalne „bye bye”, no i zegnamy sie, ile wlezie. Przy wyjsciu z pokoju, przy wyjsciu do kuchni, przy wyjsciu do toalety. Najdluzsza sesja zegnania ma miejsce jednak, gdy tatus wychodzi do pracy. Caly ceremonial trwa dosc dlugo i na wyrazna prosbe Tutka jest kilkakrotnie powtarzany. Doszlo do tego, ze malutka zaczela nawet mamrotac cos w stylu „byby”, wiec wnioskujemy, ze niedlugo bedzie pelny zastaw pozegnania.

Tutus umie wycierac nos. Jest to bardzo przydatna umiejetnosc, poniewaz katarki zdarzaja sie nam ostatnio dosc czesto. Przy tej czynnosci malutka jest bardzo samodzielna, nie potrzebuje zadnej asysty, pomocy. Ot, podnosi reke do twarzy i wyciera nosek w rekaw. Nad tym rekawem bedziemy pracowac, ale ogolny kierunek jest dobry… Aha, a jak juz mama wezmie sie za wycieranie Tutusiowego noska, przy uzyciu, o zgrozo, chusteczki, to tez wspolpracuje, dmucha. Czasami.

I na koniec najlepsze. Tutus umie sama zainicjowac przytulanie. Po kapieli, lekko marudna, zmeczona, nie czekajac na pieluszke i ubranie, wyciaga raczki i, sama otulona recznikiem, wspina sie po mnie i przytula mocno. A po chwili jest gotowa na dalsze zabiegi.

O rzeczach, ktorych Tutus nie umie, nie bedziemy sie rozpisywac.

Garsc faktow o dziecinie

Jak ten czas leci. Jutro Tutus konczy 10 miesiecy… Z tej okazji trzeba jej poswiecic troszke czasu i opisac wzdluz i wszerz i w poprzek. Dzis troche faktow, a jutro bardziej opisowo. No to zaczynamy:

Waga: 7.700kg (dane z wczoraj)
Wzrost: 71cm (pomiar dokonany przez rodzicow, wiec moze nie byc calkowicie dokladny)
Zabki: 4 szt.
Wloski: duzo, a najwiecej na czubku, ale po postrzyzynach jakby nieco zwolnily tempo wzrostu)
Rozmiar ubrania: 6-9 miesiecy czyli 74cm (niektore jeszcze za duze)
Ilosc kaszki zjadanej za jednym podejsciem: na 90ml mleka (ostatnio dosc udane proby zwiekszenia do 120ml)
Ilosc kup dziennie: 2 (regularnie rano i wieczorem)
Zuzycie pampersow: 4-5 dziennie
Spozycie cycka: 2-3 razy w dzien, 3-4 razy w nocy (szok, co?)
Ulubiony owoc: banan i jablko
Ulubione jedzenie: cokolwiek jedza rodzice
Ilosc calych przespanych nocy: 0
Ilosc godzin spedzanych w nocy w swoim lozeczku: 5-6
Ilosc godzin spedzanych w nocy w lozku rodzicow: 4-5
Ilosc godzin spedzanych w nocy na probach przekonania Tutusia do spania we wlasnym lozeczku: 1-2
Ilosc pobudek w nocy: przestalam juz liczyc
Ulubiona przytulanka: raczka mamusi lub cala mamusia
Ulubiona kolysanka: Twinkle twinkle little star, Panie Janie (?)
Ulubiona piosenka: Old MacDonald had a farm
Ulubione zwierzatko na fermie starego MacDolnalda: wilk (mamusiny apokryf)
Ulubiona zabawa: A ku ku!
Ulubiona zabawka: Kicia
Inne ulubione zabawki: komorki, piloty  do tv, mala pusta plastikowa butelka, pluszowy mlotek
Ulubiona ksiazeczka: Male kaczatko szuka mamy (po angielsku)
Ulubiona pozycja: stojaca przy lawie
Zasob slownictwa: am lub niam, mama (okazyjnie i chyba przypadkowo), bye bye (no, nie calkiem, ale widac, ze to stara sie powiedziec), Bibi (to chyba ma znaczyc BeeGee czyli Kicia po angielsku)

Stopien slodkosci i najukochaniosci w skali od 0 do 100: 1000



Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.