Archiwum kategorii 'Z pamietnika przedszkolaka'

Przedszkolne cuda-wianki

Kolejny szok w przedszkolu… Przyjechalam Tutka odebrac, pogawedzilam przy drzwiach z jedna z pan, no i zagladam przez szybke, coz ta dziecina porabia. Widze, wszystkie dzieci za wyjatkiem jednej, nowej dziewczynki spia. I po chwili widze, ze jednak nie, Tutus nie spi. A co robi? Tu zaskoczenie – NIC! Pierwszy raz od czasow niemowlecych zobaczylam ja nie spiaca, w pozycji lezacej i jednoczesnie nieruchoma… No, nie az tak nieruchoma – machala sobie raczka i rozgladala sie. I pani mowi, ze ona juz tak sobie lezy od 10 minut!!! Czy to na pewno moje dziecko???

A tak przy okazji udalo mi sie rowniez obejrzec nowe prace wystawione na scianie. Obrazki z poprzyklejanego do kartek makaronu. Latwo poznac dzielo malutkiej – tam makaronu jest najmniej. Mozna tylko zgadywac, co stalo sie z reszta :)

Misiowy piknik

Dzis w przedszkolu Tutusia mial miejsce dzien otwarty w formie pikniku. Obecne byly wszystkie panie, wiekszosc dzieci i troche osob postronnych (jak rodzice), a zaplanowane liczne atrakcje jak bouncy castle (dmuchany zamek), malowanie dzieciecych buz, polowanie na misie – te pluszowe, przyniesione przez dzieci oraz poczestunek i napitek.

Malutka z wiekszosci atrakcji skorzystala, choc nie udalo sie nam doczekac w dlugiej kolejce na pomalowanie Tutkowego buziaka. Z przyjemnoscia oprowadzila mnie po wszystkich swoich znajomych zakatkach i pokazala ulubione zabawki. Widac, ze czuje sie tam jak u siebie, no i oczywiscie jest szeroko znana pomiedzy personelem i ich rodzina. Zostalam nawet zaczepiona przez mila pania, ktora okazala sie byc siostra wspolwlascicielki, a ktora ze smiechem ale i z duma poinformowala mnie o wielkiej milosci dzieciny do hinduskiego jedzenia (patrzcie kilka postow nizej), a jedna z pan przyprowadzila nawet meza, zeby mu pokazac te dziewczynke, ktora tak duzo je. Zaczynam sie obawiac, ze koszty przedszkola moga w najblizszym czasie wzrosnac o wszystkie te ekstra porcje pochlaniane przez malutka…

Dodatkowo udalo mi sie wreszcie dokladnie poogladac prezentowane na scianach zdjecia dzieci podczas rozmaitych aktywnosci, zabawy, jedzenia, snu… Zwykle nie ma na to czasu, bo nawet jezeli uda mi sie dotrzec do przedszkola na czas, zeby odebrac Tutusia, to i tak zaraz trzeba stamtad zmykac, zeby nie ryzykowac wlaczenia syreny alarmowej w gardle rzeczonej. Pare z tych fotek udalo mi sie uwiecznic:

Smakoszka

Czy juz pisalam, ze przedszkole malutkiej jest “hinduskie”? To znaczy wiekszosc dzieci i pan, oraz wlascicielki sa Hindusami. Jedna z rzeczy, o ktore sie martwilam na poczatku byl fakt, ze w menu obiadowym dwa razy w tygodniu pojawia sie curry, ktorego my w domu nie jemy. Na moje obawy panie odpowiedzialy mi wtedy, ze jezeli malutka nie bedzie chciala curry, to zawsze dostanie cos innego.

I co?

Dzis odbieram Tutka z przedszkola. Pani referuje przebieg jej dnia, posilkow itp. Na obiad – curry z czerwonej fasoli. Zjedzone 4 PORCJE. Bez komentarza…

Z pamietnika przedszkolaka, tydzien 1

Poniedzialek
Zaczelo sie! Godzina 8:00, dziecina w przedszkolu. Okazuje sie, ze trzy godzinne pobyty w poprzedzajacym tygodniu przydaly sie i Tutus jakos daje rade przebrnac przez przyslugujace mu 6 godzin pobytu w przedszkolu (no, niecale, bo tato odebral ja chwile wczesniej). W domu ja zachwycona, Tutek wyglada czysciutko i nieskazitelnie, a wedlug dzienniczka zjadla do konca wszystko, co jej podano. Dzwonie po znajomych i polecam przedszkole jako srodek na Tadki-niejadki (jak sie niebawem okaze, dosc przedwczesnie).

Wtorek
Jedzenie zjedzone do polowy, Tutus juz nie taki czysciutki, ale daje rade. Z przedszkola z malutka przyjezdza woreczek z trzema ciasteczkami, ktore zrobila dziecina – no - przy niewielkiej pomocy pan… Niestety nie wiem, jak ciasteczka wygladaly, bo po powrocie z pracy zastaje jedynie woreczek… z okruszkami. Jestem wniebowzieta, bo okazuje sie, ze panie sa w stanie uspic malutka, i to nawet bez uzycia cycka!

Sroda
Dzis mala A. znow byla Tadkiem-niejadkiem… (na szczescie w domu nadrobila opuszczone posilki). Dostajemy kartke swiateczna oraz czekoladowe gniazdko z jajeczkami wykonane przy udziale Tutka. Brudna, ale jak ma wygladac po takiej pracy? Kolejne 6 godzin odsluzone, a sladow rozpaczy tudziez histerii u Tutka brak, choc panie okreslaja jej stan jako “on and off” (to o placzu). Jest dobrze.

Czwartek
Ostatni dzien przedszkola w tym tygodniu. Jedzonko zjedzone, dziecina wraca czysciutka, ale w zapasowych ciuszkach – te zalozone rano zostaly brutalnie zasikane. Dzis tylko 5 godzin, a potem wypad na kawe z tatusiem. Wyglada na to, ze wszystko jest na dobrej drodze.

Przyznajemy sie bez bicia, ze pomysl na ten dzial sciagnelismy z zaprzyjaznionego bloga. Szmerku i Grantbabe – wielkie dzieki!



Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.