Odsmoczanie. Noc 1

„Cos z tym trzeba zrobic!” – powiedzialam wczoraj do duzego A. Przez „to” mialam na mysli rozrywki, jakie Tutusiek serwuje nam regularnie noc co noc. Duzy A. uniosl tylko jedna brew, co w jezyku jego ciala oznaczalo: „Czyli co?” „No wezwac jakas Supernianie, czy cos takiego…”. Dostalo mi sie, po czesci slusznie, no bo po co Superniania do takiego kochanego, slicznego i grzecznego dzieciatka? A z „drobnymi” problemami rodzice sobie sami poradza…

Po dlugich przemysleniach (i poradach forumowych kolezanek) stwierdzilam, ze trzeba przerwac bledne kolo: „nie spie bo nie mam smoka”; „mam smoka w buzi wiec sie nim pobawie”; „bawie sie smokiem i go gubie”; „zgubilam smoka, wiec nie moge spac”. Stracha mialam, jak nie wiem, ale coz, w koncu i tak kiedys trzeba bedzie… I wcale nie bylo tak zle, wrecz lepiej niz poprzednich nocy. Fakt, ze usypianie wygladalo podobnie jak w dawnych czasach, gdy malutka meczyly kolki, czyli na lezaco, na mojej piersi, ale za kazdym razem plakala za smokusiem tylko 2-3 minuty, po czym kladla glowke i zasypiala. Solidnym snem, dodam…

Nie obylo sie oczywiscie bez „wpadki”. Dziecina obudzila sie o 5:20, pobaraszkowala, a jak przyszlo do zasypiania, bo spiaca byla nadal, to zaczela sie tragedia narodowa. Zanosila sie takim straszliwym placzem, ze az sie serce krajalo, nijak nie dala sie uspokoic… Pech chcial, ze akurat duzy A. wrocil z pracy i byl swiadkiem, jak „torturuje” nasza Tutusie, no bo on ma sprawdzone metody na problemy z zasypianiem: zabawa, szalenstwa, ogladanie telewizji… Dostalo mi sie, ze pozwalam jej plakac, smok prawie ze wrocil na swoje miejsce, czyli do buzi Tutka. Ale na szczescie w koncu udalo mi sie ukoic dziecine cycusiem, no i tak spalismy do 8:45.

Tak wiec uwazam, ze pierwsza noc zakonczyla sie sukcesem. Teraz mam nadzieje, ze z kazda kolejna bedzie coraz mniej placzu i ze malutka szybko zapomni o smoku. Poki co wszystkie, tzn. aktualnie uzywany i trzy nowe, czekajace na swoja kolejke schowalam gleboko, gleboko, coby nie kusily. Wyrzucic jednak nie mam odwagi…

3 Responses to “Odsmoczanie. Noc 1”


  1. 1 ania g. 15/01/2010 o 10:19

    no i dlatego maks nigdy przenigdy w swym życiu nie używało SMOKA
    ( fe!)
    ale za to w nocy wędrówka do naszego łoża małzeńskiego
    i pobudka o 5.30
    :-((
    czekam na zmiany

  2. 3 grantbabe 17/01/2010 o 16:54

    Dobry teraz czas na odsmoczanie. Zyczymy powodzenia!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s





%d bloggers like this: